Grażyna Wolszczak: Nie miałam problemu, żeby w „Ameryce Express” wbić się komuś do domu. Jednak było mi przykro, gdy ludzie nie chcieli nas podwieźć

0
20
Grażyna Wolszczak: Nie miałam problemu, żeby w „Ameryce Express” wbić się komuś do domu. Jednak było mi przykro, gdy ludzie nie chcieli nas podwieźć

Uczestnicy show TVN „Ameryka Express” podczas programu muszą się zmierzyć ze swoimi słabościami. Dla niektórych największym problemem jest brak bieżącej wody i możliwości kąpieli. Inni z kolei narzekają na wyczerpujący fizycznie wyścig i towarzyszący mu głód. Grażyna Wolszczak tłumaczy, że najtrudniejsze były dla niej szukanie transportu i codzienna jazda autostopem. Gdy ze strony kierowców pojawiała się odmowa, aktorka odczuwała smutek i żal, który znacznie utrudniał dalszą rywalizację i powodował wewnętrzny niepokój.

– Nie miałam żadnego problemu, żeby wbić się komuś do domu i poprosić o nocleg. Bardzo natomiast przeżywałam, gdy ktoś nie chciał zabrać nas do samochodu, to było przykre – mówi w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle aktorka.

Grażyna Wolszczak była pod wrażeniem tego, jak w sytuacjach kryzysowych radziły sobie inne pary. Na początku show myślała, że największe trudności ze znalezieniem transportu i noclegu będzie miał Marcin Różalski. Okazało się jednak, że zawodnik MMA, ze względu na swój groźny wygląd, wzbudzał w miejscowej ludności szacunek – niektórzy zwyczajnie bali się mu odmówić.

– Nie rozumiałam, dlaczego inni uczestnicy łapią stopa błyskawicznie, a my musimy czekać. Zagadką było dla mnie, jak robi to Różal. Dopiero gdy połączyli nas w parę, zrozumiałam, że po prostu wychodził na drogę i nie przyjmował odmowy – tłumaczy.

Synowi Grażyny Wolszczak towarzyszyły podobne odczucia. Tłumaczy, że gdy długo nie udawało im się otrzymać pomocy, zaczynali wątpić w swoje możliwości. Mobilizacja ustępowała miejsca załamaniu.

– Czasami udawało nam się bardzo szybko zatrzymać jakiś pojazd. Innym razem musieliśmy czekać aż dwie godziny – dodaje do wypowiedzi mamy Filip Sikora.

Zwątpienie narastało z biegiem czasu. Sikora wyznaje, że idąc do programu, myślał o nim jako o zabawie i grze, dzięki której będzie mógł zwiedzić odległe państwa i poznać ich kulturę. Szybko jednak okazało się, że uczestnictwo w „Ameryce Express” nie ma wiele wspólnego z wakacyjnym wypoczynkiem. Ciągła rywalizacja przyczyniała się do zmęczenia psychicznego, z kolei nieustanny wyścig powodował wyczerpanie fizyczne.

– Pierwsze dni programu były dla mnie najfajniejsze, bo wtedy jeszcze wszystko było przygodą. Szybko się przemieszczaliśmy i znajdowaliśmy nocleg. Później podróżowaliśmy już głównie na przyczepie i zatłoczonymi autobusami. Zaczęliśmy wstawać rano z myślą, że idziemy do pracy – wspomina.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
16 − 10 =